Klocki Lego - wspaniałe hobby, nie tylko dla dzieci.
Blog > Komentarze do wpisu
Tak to się zaczęło

Ostatnio rzadko tutaj pisuję. Jeżeli już, to albo wkładam kij w mrowisko przy pomocy felietonu czy biografii, albo zasypuję Was brickfilmami.

I może nadszedł ten czas, żeby odpowiedzieć na pytanie, kto i kiedy zaczął brickfilming. Dziedzinę rzemiosła klockowego dość nie wdzięczną, bo wymagającą dużego wkładu pracy i finansów, a nie docenianą przez dorosłych. Panuje wręcz opinia, że to infantylne (!) zajęcie. Tak, jakby dorosły facet jeżdżący samochodzikiem po styropianie był mistrzem powagi.

Z czym kojarzą Wam się lata 80.? Mi z kiczem. Czyli nie jestem prawdziwym brickfilmerem. Bo gdybym nim był, to pierwszym skojarzeniem winna być australijska produkcja pt. "The Magic Portal".

Lindsay Fleay ukończył budę w roku 85. Tylko po to, żeby po wakacjach zapisać się do innej. Ale nie jakiejś tam przyzakładówki dla niepełnosprytnych, tylko uniwerku. Chyba zrobił to z miłości do klocków, bo uczelnia podarowała mu je i sprzęt do kręcenia filmu. O LEGO, rzecz jasna. Co ciekawe, nie tylko belfrowie wsparli młodego napaleńca, lecz także... rząd! Miał chłopak farta. Szkoda tylko, że poświęcił cały rok swojego żywota na zrobienie zdjęć do tego arcydzieła. Miks i montaż to kolejne 2,5 roku. Całość miała 16 minut długości.

Co dzieje się na ekranie przez ćwiartkę godziny? El, główny bohater, znajduje tytułowy magiczny portal, i przedostaje się do świata korytarzy. Co go tam czeka? Zapraszam do obejrzenia.


Film kręcono techniką stop motion, na żywca, i komputerowo. Jest prekursorem współczesnych brickfilmów. Został nadany 6 razy na australijskim kanale SBS oraz lokalnie rozpowszechniony. Niestety, pokazy na ważniejszych festiwalach filmowych zostały anulowane z powodu aktu wrogości ze strony firmy LEGO. Szkoda, że nie przewidzieli, jaką furorę w necie zrobi brickfilming.

czwartek, 15 lipca 2010, kang-aroo